Wczytywanie strony... Proszę czekać...
Home arrow Historia arrow Dobry Diabe? - Scheibler
Dobry Diabe? - Scheibler Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Krzysztof Olkusz   
05.05.2008.
Digg!

Del.icio.us!

Technorati!

Wykop

Gwar

Gdyby zapytać turystów odwiedzających nasze miasto, lecz może przede wszystkim - gdyby zapytać łodzian, który z łódzkich fabrykantów był tym największym, najbogatszym, prawdopodobnie większość wskazałaby zdecydowanie na Izraela Kalmanowicza Poznańskiego.

Fabryka Scheiblera na Ksieżym Młynie
Fabryka Scheiblera na Ksieżym Młynie
O jego pozycji "numer jeden" wśród przemysłowców miałaby zapewne świadczyć należąca do niego okazała rezydencja u zbiegu ulic Ogrodowej i Zachodniej (dawnej Stodolnianej), określana potocznie jako "łódzki Luwr", a także - nie mniej emanujące przepychem - rezydencje synów Poznańskiego, ulokowane przy ulicy Gdańskiej. Pozory są jednak mylące. O ile bowiem pałace rodziny Poznańskich faktycznie należą do największych tego typu budowli nie tylko w Łodzi, ale i na terenie całej Europy, nie zmienia to faktu, że Poznański najbogatszym fabrykantem łódzkim nie był. Zdecydowanie pozostawał w tyle za przemysłowcem niemieckiego pochodzenia, Karolem Wilhelmem Scheiblerem, który panował na terenach pomiędzy dawnym Wodnym Rynkiem, a stawem na rzece Jasień przy ulicy Milionowej, a po połączeniu się z zakładami Grohmana - także do południowej części Piotrkowskiej.

 

Najstarszy łódzki pałac?

Wyznawcy fatalizmu mogliby stwierdzić, że losy Łodzi i Karola Scheiblera - Niemca z Nadrenii, syna właściciela fabryki sukna - od samego początku były splecione ze sobą. Przyszły "Król Bawełny" urodził się w 1820 roku - w tym samym, który przyjmuje się za narodziny Łodzi przemysłowej (w 1820r. władze rządowe zdecydowały, o włączeniu miasta do grona osad przemysłowych). Przypadek, bądź nie - faktem jest, że po odbytych praktykach w Europie Zachodniej (Belgii, Francji, Anglii), Scheibler zjawił się u swego wuja w Ozorkowie, który posiadał tam własną przędzalnię bawełny. Szybko powiększywszy poprzez ślub swój kapitał o majątek młodej - acz niekoniecznie urodziwej - Anny Werner ze Zgierza, postanowił spróbować swoich sił w Łodzi, w której wprawdzie robiło się coraz ciaśniej a niepodzielnie zdawał się panować Ludwik Geyer, niemniej nadal przyciągała ambitnych biznesmenów, obiecując szybki zysk. Przyciągnęło zatem i Scheiblera z małżonką, którzy zamieszkali w istniejącym do dziś domku przy Piotrkowskiej 263.

Pałac Scheiblera
Pałac Scheiblera
Historia fabryki Scheiblera, która z czasem stała się największą w Europie zaczęła się od postawienia przędzalni w 1855 r. przy Wodnym Rynku, tam bowiem władze przekazały trzydziestopięcioletniemu Niemcowi plac w sąsiedztwie parku (dzisiejszego Parku Źródliska). Obok szybko rozbudowującej się fabryki (tkalnie, magazyny i kotłownia pojawiły się już w 1856 r.), Scheibler rozpoczął budowę pałacu.

Przyjęło się twierdzić, że pałac Scheiblera jest pierwszym pałacem przemysłowej Łodzi, co chyba nie do końca jest zgodne z prawdą. Wszystko jest bowiem umowne. Owszem - pierwszy dom mieszkalny przy Wodnym Rynku stanął już w 1855 r. i był dwa razy większy niż typowy rządowy dom tkacki. Dopiero w drugiej połowie lat 60. XIX wieku postanowiono nadać mu wygląd godny dobrze prosperującego przemysłowca, którym Scheibler już się stał. Do wzrostu jego potęgi przyczynił się przede wszystkim tzw. głód bawełniany - kryzys w ściąganiu do Łodzi surowca dotknął praktycznie każdego fabrykanta. Największy wówczas konkurent Scheiblera - Geyer - miał bardzo poważne problemy z Bankiem Polskim, inni fabrykanci - jak Dawid Lande - bankrutowali. Scheibler zaś zabezpieczył się, magazynując uprzednio materiały i nie tylko przetrwał kryzys, lecz rozpoczął skupowanie terenów należących do bankrutujących przemysłowców. W ten sposób w jego posiadaniu znalazł się Księży Młyn.

Należało zatem przebudować swój parterowy dom. Po pierwszym liftingu - 1865-68 - otrzymano piętrową neorenesansową willę; po drugim - 1884-87 - neorenesansowy pałac, który oglądamy dziś. W tym czasie istniały już pałac Herbsta, z 1876 roku, oraz młodszy o dwa lata pałac Bindermanna. Niemniej jednak, jeśli przyjąć, że pierwszym pałacem była willa, którą póżniej jeszcze przebudowano - to owszem, Pałac Scheiblerów jest tym najstarszym tego typu obiektem w Łodzi. Nie wygląda wcale tak okazale na pierwszy rzut oka, lecz należy koniecznie pamiętać o jednym szczególe - to, co widzimy od strony alei Piłsudskiego nie jest frontem budynku! Skromny, lecz przepiękny przód i jego reprezentacyjne wejście można zobaczyć dopiero od strony Parku Źródliska II (dawnego Ogordu Pałacowego). Stał się w pewien sposób Scheibler prekursorem, bowiem, gdyby nie jego pałac - Poznański nie zechciałby wybudować tak rozbuchanej rezydencji. Tylko w ten sposób mógł przyćmić konkurenta.

 

Prekursor

Określenie w ten sposób najpotężniejszego łódzkiego fabrykanta nie jest na wyrost. Nie tylko położył podwaliny pod budowanie w Łodzi rezydencji fabrykanckich, lecz także jako pierwszy pomyślał o robotnikach, ciężko pracujących u niego w fabryce (w której on sa

Szkoła na Księżym młynie
Szkoła na Księżym młynie
m spędzał dużo czasu). Szybki rozwój firmy spowodował wzrost zatrudnienia. Żeby jednak robotnicy, pochodzący najczęściej z okolicznych wsi, nie musieli codziennie dojeżdżać do miejsca pracy (co z kolei wpływało na obniżenie jakości pracy), postanowił zbudować domy familijne, tzw. familoki. Wzniesione zostały w latach 1865-68 przy północnej części Wodnego Rynku. Mijając plac Zwycięstwa widzimy dziś pięć nieciekawych żółtych domków - to właśnie one. Oczywiście, za czasów Scheiblera nie były otynkowane - wyglądały jak ich następcy, czyli domki wzdłuż Przędzalnianej i na Księżym Młynie. O ile jednak Księży Młyn zachował swój charakter, o tyle domy przy dawnym Wodnym Rynku w okresie PRL-u zostały otynkowane, by godnie prezentowały się na pochodach przy Placu Zwycięstwa. Efekt jest jednak taki, że nie wiadomo, co z nimi obecnie zrobić - odnawiać, przywrócić im dawny wygląd, czy... po prostu rozebrać. Patrząc na dominującą ostatnio tendencję w Łodzi, przyszłość domków widać czarno.

Osiedle Księży Młyn powstało osiem lat po zbudowaniu pierwszych familoków, czyli w 1875 r. Scheibler pomysł zaczerpnął podczas swojego pobytu w Anglii: w Manchesterze spotkał się z osiedlami robotniczymi budowanymi przy fabrykach. Postanowił tę ideę zrealizować w Łodzi. W efekcie powstało coś na kształt miasta w mieście - własna policja, straż pożarna, własna szkoła - elementarna, dla dzieci robotników, sklep, apteka, własna kolej, którą Scheibler z powodzeniem starał się połączyć z koleją warszawsko- wiedeńską, a także pierwsza robotnicza biblioteka. Wzniesiono również szpital (dzisiaj im. Jonshera) przy Milionowej. W ten sposób "Król Bawełny" starał się zatrzymać przy sobie nie tylko robotników, ale całe ich rodziny, by - oczywiście - kolejne pokolenia również u niego pracowały. Żartobliwie można stwierdzić, że takie dbanie o pracowników dziś nazwalibyśmy pakietem socjalnym.

 

Legendy

Bogactwo Scheiblera nie byłoby pełne, gdyby nie otaczała go legenda. Podobnie jak i samego fabrykanta. Pomimo szerokiej działalności charytatywnej rodziny Scheiblerów, niewykształcony lud pracujący postrzegał pracodawcę po swojemu. Przypisywał mu konszachty z diabłem, na co prezentowano szereg dowodów. Po pierwsze - był Niemcem. W kulturze ludowej diabeł zawsze przedstawiany był jako osobnik pochodzący z ternów niemieckich i noszący się w pruskim stroju, nie mówiący zupełnie po polsku. A co gorsze, Scheibler był niskim mężczyzną, noszącym buty z podkówką, co miało kojarzyć się z diabelskimi ostrogami. W ogóle, musiało być coś nie tak z Scheiblerem, skoro on pracował cały dzień w fabryce i był bogaty, zaś jego robotnicy, którzy też w pracy nie próżnowali pozostawali biedni. A co można było pomyśleć, kiedy Scheibler zaczął stosować do opału "czarny kamień", bo tak określano węgiel? Lud myślał: "bierze kamień, czarny(!) i mu się pali a ja biorę kamien i nie działa". Wniosek - za tym stoją moce piekielne. Szeptano również (tak samo jak w przypadku Poznańskiego), że nadeptując na próg przy bramie wejściowej do fabryki odbijają się kolejne monety, które potem diabeł dzieli z Scheiblerem. No i opowiadano również legendy o tym, jak to niby w parku Żródliska pod wierzbą bijącą Scheibler ukrywał swój skarb. Niejeden spragniony bogactwa próbował skarb wykraść, ale wierzba bijąca nie pozwalała... 

Wiele innych jeszcze legend i anegdot krążyło o Karolu Wilhelmie Scheiblerze. Podobnie jak o konkurencie - Poznańskim. Przewrotnością losu jest fakt, że to ten drugi, który postawił większy pałac oraz którego rodzina zbankrutowała po pierwszej Wojnie Światowej (podczas, gdy Scheiblerowie wciąż należeli do czołówki przemysłowców w Europie), postrzegany jest jako najważniejszy wśród łodzkich fabrykantów.  

  Przedyskutuj ten artykuł na forum.   Przeczytaj:(10) postów na forum

 

Komentarze (7)Add Comment

Napisz Komentarz
mniejsze | większe

busy
 

reklama google

reklama google