Wczytywanie strony... Proszę czekać...
Home arrow Historia arrow O Janku i jego kolumnie
O Janku i jego kolumnie Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Agnieszka ?wi?tos?awska   
12.12.2007.
Digg!

Del.icio.us!

Technorati!

Wykop

Gwar

Kraków ma króla Kraka i szewczyka Dratewkę, Warszawa – Warsa i Sawę, Poznań – choćby dwa koziołki, każde miasto ma swoją legendę. A czym pochwalić może się Łódź, która do początków XIX wieku była nie większa od przeciętnej polskiej wsi? Było tam trochę drewnianych chałup i mały, wiecznie wymagający napraw kościółek. Na ulicach spotkać można było łódzkich mieszczan, którzy na swoje skromne utrzymanie zarabiali uprawą roli, jak zwykli chłopi. Nie było tu smoków, ani syren, ani nawet sympatycznych krętorogich. Jednak i my mamy swoją legendę i swojego małego, lokalnego bohatera. A było to tak…

arch. Ryszard Bonisławski
arch. Ryszard Bonisławski
Dawno, dawno temu w niewielkiej wsi pośrodku lasów, w małej chacie mieszkał sobie z rodzicami mały chłopiec – Janek. Choć nie mieli pieniędzy, żyli szczęśliwie. Ich radość jednak nie trwała długo. Rodzice chłopca zmarli nagle, a on pozostał sam na świecie. Nie miał żadnych krewnych ani przyjaciół, którzy pomogliby mu w trudnej chwili. Nikt też nie wstawił się za sierotą, gdy nowy gospodarz wyrzucił go z chaty jego rodziców. Nie wiedział Janek, co ma dalej robić. Poszedł więc na skraj wsi, usiadł na trawie tuż przy drodze i zapłakał rzewnie. A gdy tak łzy kapały z małych dziecięcych oczek, drogą nadjechał powóz. Podróżny, który w nim jechał, ujrzał cierpiącego chłopca i wzruszyło się jego wrażliwe serce. Zatrzymał się i spytał Janka o powód jego smutku, a ten opowiedział mu swoją historię. Mężczyzna, który był bogatym kupcem z Krakowa, postanowił zaopiekować się biednym sierotą i zabrał go ze sobą do domu. Kupiec i jego żona nie mieli innych dzieci, szybko pokochali miłego i oddanego im całym sercem Janka. Wkrótce też usynowili go i uczynili jednym dziedzicem całego swojego majątku. Wszyscy gorąco dziękowali Bogu, Janek – za zesłanie mu opieki w ciężkiej chwili, a jego nowi rodzice – za syna, o jakim zawsze marzyli. I żyli razem długo i szczęśliwie.

Tu kończy się bajka, ale nie kończy się ta historia.

W każdej legendzie kryje się prawda: mały Janek nie tylko żył naprawdę ale także pozostawił po sobie w rodzinnej wsi pamiątki, które do dziś przypominają o nim i o jego dobroczyńcach.

O Janku wiemy, że urodził się na początku XVII wieku we wsi Chojny, dziś jednej z dzielnic naszego miasta, wówczas niewielkiej osadzie położonej 8 km od Starej Łodzi. Do Krakowa zabrało go małżeństwo Mulinowiców, kiedy to się jednak stało, nie wiadomo. Nowi rodzice musieli zadbać o edukację chłopca, gdyż w 1639 roku nazwisko Joan(nes) Mulinowic znalazło się w księgach promocji Uniwersytetu Jagiellońskiego, a w 1642 roku Joh(annes) Mulinowicz pojawia się jako bakałarz sztuk wyzwolonych. Według taksy podatkowej mieszczan krakowskich z 1643 roku, kupiec Mulinowicz zapłacił 65 zł podatku, co wskazuje, iż był on w tym czasie jednym z najbogatszych ludzi w stolicy Małopolski. Jan Mulinowicz zmarł zapewne krótko przed 1661 rokiem, kiedy to zapisano, że do wdowy po nim należała podkrakowska wieś Wólka. Wszystkie dokumenty wskazują więc, iż dawny sierota Janek stał się bogatym i wykształconym mieszczaninem. Los więc ofiarował mu szczęście, o jakim mały chłopiec, siedzący przy trakcie piotrkowskim i płaczący gorzko, nawet nie marzył.

Jan Mulinowic (lub Mulinowicz) nie zapomniał o wsi, w której przyszedł na świat, gdzie spędził swoje dzieciństwo i gdzie spoczywali jego rodzice. Wielokrotnie zapewne tu powracał i stał się jednym z największych dobroczyńców kościoła św. Wojciecha, który w tamtych czasach był niewielką drewnianą jednonawową budowlą krytą gontami. Niektóre z obiektów ofiarowanych przez niego parafii zachowały się do dziś, jak srebrny kielich z łacińską inskrypcją, która oznacza: „Jan Mulenowic kościołowi chojeńskiemu ten przedmiot ofiarował w roku pańskim 1628” czy również srebrna wieżyczkowa monstrancja z 1638 roku. Oba te przedmioty przechowywane są w skarbcu kościelnym. Podarował on także kościołowi chrzcielnicę z czarnego marmuru, a w 1647 roku ufundował murowaną zakrystię. Istnieje jeszcze jeden obiekt związany z Janem Mulinowiczem, który znajduje się w kościele św. Wojciecha, a dokładniej w bramie do niego prowadzącej od strony ul. Rzgowskiej. Jest to mosiężna kula z datą „1643” i literami „C C I M”, które należy rozszyfrować jako „CIVIS CRACOVIENSIS IOANNES MVLINOWIC” czyli „mieszczanin krakowski Jan Mulinowic”. Pierwotnie znajdowała się ona na szczycie wieży drewnianego kościoła, gdy jednak w 1927 roku, bo zbudowaniu murowanej świątyni, przestał on służyć mieszkańcom Chojen i przeniesiono go na ul. Pomorską 123 (w miejsce gdzie później stanął kościół św. Teresy), kula została zdjęta i umieszczona w obecnym miejscu. Niestety nie wiemy z jaką fundacją należy wiązać wspomnianą inskrypcję, być może przypominać ona miała o renowacji kościoła lub też o wzniesieniu jego wieży.

Najważniejszą pamiątką, jaką Chojnom pozostawił Jan Mulinowicz była jednak słynna „Kolumna Sieroca” czyli najstarszy w Polsce pomnik świecki. Pierwszą wzmiankę o niej zamieścił w swoim „Opisie Miasta Łodzi” z 1853 roku Oskar Flatt. Pisał on, że „pół mili od Łodzi, w stronie południowej, na trakcie piotrkowskim, pod wsią Chojny, spoczną oczy przechodnia na wielkim, szaro-marmurowym kamieniu, wysokim na trzynaście łokci, na którym sterczy złocony krzyż, prawie cztery stóp wysoki”. Flatt pomnik nazywa „kolosem” i rzeczywiście, nawet w połowie XIX wieku musiał on sprawiać imponujące wrażenie, miał bowiem około 11 metrów wysokości. Czworoboczna podstawa składała się z dwóch części: szerokiego bloku czarnego marmuru i umieszczonego na nim węższego ale wyższego bloku z marmuru szarego, zakończonego profilowanym gzymsem. Na tej podstawie osadzona była ośmiometrowa kolumna również wykonana z szarego marmuru i zwieńczona wysokim na 1 metr złoconym krzyżem.

Na bokach podstawy Kolumny Sierocej znajdowały się trzy łacińskie inskrypcje, z których najważniejsza określała fundatora i podawała datę powstania pomnika. W tłumaczeniu na polski brzmiała ona „Bogu najlepszemu, najwyższemu Jan Mulinowic, mieszczanin krakowski, wzniósł w roku pańskim 1634”. Jak widać zabytek ten powstał dokładnie 10 lat przed wzniesieniem w Warszawie najsłynniejszej polskiej kolumny – poświęconej królowi Zygmuntowi. Napis od strony północnej brzmiał prawdopodobnie COMPARA TE PASSO (Porównaj się z tym, który cierpiał). Niewątpliwie było to nawiązanie do postawy Chrystusa, przyjmującego śmierć, by ocalić ludzkość. Mogło to jednak być także odwołaniem do strasznych przeżyć młodego Jana Mulinowicza, szczególnie że inskrypcja ta skierowana była w stronę wsi, w której tylu cierpień doznał - Chojen. Po przeciwnej stronie, a więc w kierunku Krakowa, który stał się nowym domem Mulinowicza, umieszczona była sentencja: MONSTRA TE ESSE MATREM (Pokaż, żeś matką).

Kolumna Sieroca stała się ważnym elementem krajobrazu Chojen. Gdy po prawie 250 latach zaczęła się sypać ze starości, mieszkańcy wsi pod wodzą księdza Michałowicza zebrali 100 rubli srebrem i własnymi siłami ją odnowili. W 1917 roku obok kolumny umieszczono głaz z napisem upamiętniającym Tadeusza Kościuszkę i Bartosza Głowackiego. Gest ten doprowadził niestety do zniszczenia pomnika: całość zburzyli Niemcy w listopadzie 1939 roku w ramach usuwania zabytków polskości i symboli patriotycznych.

Dziś po Kolumnie Sierocej pozostały archiwalne zdjęcia oraz legenda o jej fundatorze. Tam gdzie kiedyś stała pośród wysokich drzew, teraz znajduje się niewielki postument z figurą Chrystusa. O dawnym pomniku przypominają nazwy dwóch chojeńskich ulic: Kolumny i Jana Mulinowicza, jednak niewielu pamięta historię, z którą nazwy te się wiążą.

  Przedyskutuj ten artykuł na forum.   Przeczytaj:(0) postów na forum

Komentarze (0)Add Comment

Napisz Komentarz
mniejsze | większe

busy
 

reklama google

reklama google