Wczytywanie strony... Proszę czekać...
Zapamiętać?
Home arrow Historia arrow Była Dzika - Ulica Henryka Sienkiewicza
Była Dzika - Ulica Henryka Sienkiewicza Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Dariusz Kędzierski   
19.04.2009.
Spis treści
Była Dzika - Ulica Henryka Sienkiewicza
Strona 2

W parku Sienkiewicza, bliżej ulicy Kilińskiego, znajduje się jeszcze jedna znana w Łodzi placówka – to  Powstało na obrzeżu parku w budynku po dawnej jadłodajni. W 1930 r. powołano tu do życia Muzeum Przyrodniczo-Pedagogiczne (obecnie jest to Muzeum Przyrodnicze Katedry Zoologii Doświadczalnej i Biologii Ewolucyjnej Uniwersytetu Łódzkiego). W jego zbiorach znajdują się między innymi bogate kolekcje ptaków, szkieletów i owadów, w szczególności motyli.

Również w otoczeniu parkowym znajduje się kolejna placówka oświatowa. Szybko zwiększająca się w drugiej połowie XIX wieku liczba mieszkańców Łodzi wymusiła konieczność powołania do życia nowych szkół. W 1879 r. rozpoczęto starania o utworzenie w Łodzi szkoły średniej, a w 1886 r. władze podjęły decyzję o otwarciu w Łodzi dwóch rosyjskojęzycznych gimnazjów – męskiego i żeńskiego. Początkowo obie szkoły działały w wynajmowanym przez miasto budynku przy ulicy Cegielnianej 64, lecz szybko zadecydowano o budowie odrębnego gmachu dla gimnazjum męskiego. Budowę tej placówki zaoferował się sfinansować Karol Scheibler, który ofiarował na ten cel kwotę stu tysięcy rubli. Pod budowę nowego gimnazjum przeznaczono działkę przy ulicy Mikołajewskiej położoną tuż przy parku. Budowa ruszyła w 1888 r., a uroczyste otwarcie miało miejsce we wrześniu 1891 roku. Projektantem placówki był architekt miejski – Hilary Majewski. Powstał dwupiętrowy obiekt z dużymi, arkadowymi oknami zwieńczony attyką. Wewnątrz przykuwa uwagę obszerna, reprezentacyjna klatka schodowa zdobiona kolumnami i pilastrami. Do 1914 r. w budynku funkcjonowało rosyjskojęzyczne gimnazjum męskie. W czasie pierwszej wojny światowej urządzono tu szpital wojskowy, stacjonowali tu również legioniści Piłsudskiego, o czym zaświadcza tablica pamiątkowa. W okresie międzywojennym znajdowało się tu gimnazjum męskie o profilu przyrodniczo-matematycznym, które od 1921 r. nosiło imię właśnie Józefa Piłsudskiego. Po zakończeniu drugiej wojny światowej szkołę przekształcono w Pierwsze Miejskie Gimnazjum i Liceum imienia Tadeusza Kościuszki, a następnie w trzecie Liceum Ogólnokształcące imienia Tadeusza Kościuszki. W latach późniejszych budynek powiększono, dobudowując nowe skrzydła, w których umieszczono szkołę podstawową, salę gimnastyczną, a także basen.

Tak jak w przypadku kościoła pod wezwaniem Podwyższenia Świętego Krzyża, podobnie wyglądała historia budowy kościoła ewangelicko-augsburskiego pod wezwaniem Świętego Jana. Również i tym razem, w połowie XIX wieku uznano, iż istnieje konieczność utworzenia nowej parafii ewangelickiej. W 1864 r. pomiędzy ulicami Nawrot i Główną wyznaczono miejsce pod budowę świątyni. Również i tu – tak jak to miało miejsce przy budowie kościoła pod wezwaniem Podwyższenia Świętego Krzyża na Sienkiewicza 38 – trwający wtedy kryzys spowodował opóźnienie budowy. Ostatecznie prace rozpoczęto w 1880 roku. Wykonanie projektu zlecono Ludwikowi Schreiberowi – architektowi związanemu z rodziną Scheiblerów, którzy jednocześnie byli jednymi z głównych fundatorów kościoła. Powstała świątynia to trójnawowa bazylika z transeptem w stylu neoromańskim. Uroczyste jej poświęcenie miało miejsce w październiku 1884 roku. Po 1945 r. została przejęta przez katolików i przekazana do użytku ojcom jezuitom. Początkowo był to kościół filialny parafii Podwyższenia Świętego Krzyża, a następnie samodzielna parafia erygowana w 1950 r. przez biskupa Michała Klepacza. W 1989 r. obiekt został oficjalnie odkupiony od wspólnoty ewangelicko-augsburskiej. Kościół był ważnym ośrodkiem skupiającym wielu działaczy opozycji demokratycznej, w której środowisku wiodącą rolę pełnił legendarny duchowny – ojciec Stefan Miecznikowski. Po wprowadzeniu stanu wojennego świątynia stała się niekwestionowanym centrum politycznego oporu. Obecnie przy kościele niezwykle prężnie działają ośrodki duszpasterskie, których celem jest udzielanie wsparcia, rozwijanie zainteresowań i niesienie pomocy.

Vis-à-vis kościoła stoi budynek, który trudno przeoczyć. To wysoki na 62 metry „niebieski wieżowiec” – jak popularnie jest nazywany ten obiekt postawiony w 1978 r., gdzie swoją siedzibę miała firma budowlana „Unibud”. Wieżowiec kilkakrotnie zmieniał właściciela, a swój obecny wygląd zawdzięcza spółce giełdowej „Echo Investment”, która wykonała remont oraz dobudowała niższą, pięciokondygnacyjną część od strony ulicy Roosevelta.

Idąc dalej, przecinamy ulicę Piłsudskiego, a tuż za nią, przy Sienkiewicza 72 znajduje się siedziba „Gazety Wyborczej”. Ładny, trzykondygnacyjny gmach z czerwonej cegły, powstał w 1897 r. na zlecenie Józefa Balle’a. Zaprojektował go Leon Lubotynowicz. W budynku mieściła się fabryka, w której produkowano taśmy gumowe. Później obiekt kilkakrotnie zmieniał właściciela, produkowano tu między innymi tkaniny techniczne, a także wyroby wełniane. W 1998 r. starą fabrykę nabyła „Agora SA” z przeznaczeniem na siedzibę redakcji „Gazety Wyborczej”. W tym czasie budynek zajmował „Dom Książki”, który wykorzystywał pomieszczenia na swoje magazyny. Dawną fabrykę poddano gruntownej konserwacji, zachowując ceglaną, nieotynkowaną fakturę murów.

Rzut oka na przeciwną stronę ulicy pozwala dostrzec kontrowersyjny przykład „nowej Łodzi” w planowaniu przestrzennym starego śródmieścia. Tam właśnie na przestrzeni lat 70. i 80. XX wieku, pomiędzy ulicami Sienkiewicza i Piotrkowską, zrealizowano budowę osiedla mieszkaniowego. Postawiono wieżowce, które miały tworzyć zespół najwyższych budynków mieszkalnych w Polsce. Najokazalsze budynki na łódzkim Manhattanie miały po 78 metrów wysokości i liczyły po 25 kondygnacji.

Wróćmy na poprzednią stronę ulicy i cofnijmy się w czasie. W 1868 r. przybył do Łodzi Franciszek Greenwood. Wywodził się on ze starej szlachty angielskiej. Swoją karierę w Łodzi rozpoczynał jako instruktor przemysłowy, ale już w następnym roku otworzył Fabrykę Maszyn i Odlewnię Żelaza (Sienkiewicza 78). Jako pierwszy w Polsce zaczął produkować krosna tkackie. Jego maszyny stały na bardzo wysokim poziomie technicznym. W 1904 r. na Wystawie Metalowej w Częstochowie za swoje wyroby otrzymał Złoty Medal. Został również udekorowany przez króla Anglii – Jerzego – Orderem Imperium Brytyjskiego. Greenwood prowadził również ożywioną działalność filantropijną: był m.in. współzałożycielem szpitala ewangelickiego przy ulicy Wólczańskiej pod wezwaniem św. Jana. Miał też w Łodzi wiele nieruchomości. W latach 90. XX wieku jego spadkobiercy bezskutecznie próbowali odzyskać dużą działkę u zbiegu ulic Sienkiewicza i alei Piłsudskiego, gdzie dziś znajduje się „Galeria Łódzka”.

Trochę dalej, po tej samej stronie ulicy znajduje się fabryczny budynek przy Sienkiewicza 82/84. Więcej miejsca należy poświęcić jego właścicielowi, ale nie chodzi o Edwarda Bormanna, który w 1885 r. postawił tę fabrykę z zamiarem wytwarzania tu rękawiczek wełnianych i jedwabnych. Mowa będzie o jego następcy – Naumie Eitingonie, który uchodził za człowieka niesamowicie przebiegłego, a w interesach absolutnie bezwzględnego. Urodził się w Rosji, gdzie jego rodzina prowadziła interesy. Do Łodzi przybył na przełomie XIX i XX wieku i tu mieszkał do 1914 r., kiedy to wraz z częścią swojej rodziny ewakuował się razem z wycofującymi się wojskami rosyjskimi do Moskwy. W 1919 r. wrócił z Rosji, gdzie wprawdzie w czasie trwania rewolucji stracił majątek, gdyż aby ratować głowę musiał zostawić potężne składy z towarami w rękach bolszewików, ale gdzieś też inny majątek zyskał. Przemieszczał się bowiem wraz z białogwardzistami i na terenach przez nich zajętych skupował za bezcen skóry bobrów, łasic i soboli, płacąc za nie chlebem i mąką. Skóry natychmiast ekspediował do Lipska, a stamtąd były one wysyłane dalej, do Nowego Jorku. Czemu akurat tam? Otóż w Lipsku Naum miał brata Maxa, właściciela ogromnych składów futer, a w Nowym Jorku jego drugi brat, Matheus, stał na czele spółki akcyjnej „ Eitingon and Shield Co”. W Łodzi Naum Eitingon zaczął od rudery przy ulicy Pustej 12 (obecnie Wigury), którą kupił na potrzeby produkcyjne, natomiast zamieszkał obok w pałacyku, który był wybudowany dla Wilhelma Teschemachera. To zgrabny budynek w stylu neorenesansowym, na parterze którego umieszczono pomieszczenia reprezentacyjne z oranżerią, natomiast piętro stanowiła część mieszkalna. Już po niedługim czasie Eitingonowie stali się właścicielami tego budynku. Obecnie w willi ma siedzibę Łódzki Oddział PTTK oraz Centrum Fotografii Krajoznawczej.

Wracając zaś do adresu przy ul. Wigury 12. Eitingon uchodził za producenta chust wełnianych. Tymczasem on sam niczego nie produkował, był za to świetnym organizatorem dystrybucji. Chusty sprowadzał już gotowe, należało je tylko wyprasować, poskładać i porozsyłać do hurtowni. Był też Eitingon pomysłowym marketingowcem. Jego chusty były ostemplowane własnym znakiem firmowym, na którym widniał globus z zaznaczonymi na nim najważniejszymi stolicami Europy. Niewtajemniczeni mogli sądzić, że mają do czynienia z firmą o rozległych kontaktach handlowych.

Następnym krokiem tego bystrego przedsiębiorcy był zakup fabryki przy Sienkiewicza 82/84. To była bardzo udana transakcja. Kiedy „Spółka Winkler, Gaertner, Borman” ogłosiła upadłość, nadarzyła się wspaniała okazja zakupu fabryki na bardzo korzystnych warunkach. Eitingon wymienił tam następnie cały park maszynowy, wstawiając superwydajne maszyny do produkcji pończoch.

Naum Eitingon nie obnosił się z tym, ale wtajemniczeni wiedzieli, że Bank Depozytowy, który zajmował piętro przy Piotrkowskiej 5, należał właśnie do niego. Zgromadzone tam pieniądze nie raz posłużyły jego właścicielowi do pozbywania się konkurencji. Tak było z fabryką Wachsa przy ulicy Dowborczyków. Wytwarzane przez Wachsa na przestarzałych maszynach trykotaże były drogie i brzydkie, nic więc dziwnego, że Wachs popadł w finansowe tarapaty. Z „pomocą” przyszedł Eitingon, który udzielił mu kilku pożyczek. Gdy kwota długu była już odpowiednio wysoka, tak że Wachs nie był w stanie jej spłacić, do akcji wkroczył Eitingon. Położył „areszt” na zalegające w magazynach trykotaże, pod zastaw których udzielał pożyczek, by wkrótce za półdarmo, kupić upadającą fabrykę wystawioną na licytację. Podobną metodę zastosował w stosunku do innego znanego przemysłowca – Rychtera, dzięki czemu przejął zlokalizowaną przy Gdańskiej jego dużą tkalnię, którą następnie przerobił na najnowocześniejszą w mieście wykończalnię.

Jeszcze inaczej „rozprawił” się z Kastenbergiem. Jego fabryka przy ul. Szterlinga produkowała na rzecz Eitingona. Eitingon najpierw stopniowo uzależnił Kastenberga od swoich zamówień. Następnie sukcesywnie zaczął zaniżać ceny, a także raptownie zmniejszał zamówienia lub je nieoczekiwanie zmieniał. W efekcie i ta fabryka poszła pod młotek i stała się kolejnym łupem Eitingona. Takich przejęć Eitingon miał na swoim koncie wiele. W Łodzi porównywano go do pająka, który oplata swoją ofiarę ledwie widoczną nicią, a kiedy ta nie mogła już wykonać żadnego ruchu, wtedy zadawał jej ostateczny cios. Wydaje się, że Eitingon wykorzystywał sytuację tych fabrykantów, którzy sobie nie radzili, niejako przyspieszał ich nieuchronny upadek. Sam był dobrym organizatorem, na kluczowe stanowiska dobierał świetnych pracowników, oni na niego pracowali, a on nie szczędził na nich środków. Przejęte fabryki modernizował i wyposażał w nowoczesne i wydajne urządzenia, pod jego rządami produkcja szła pełną parą. Również wybuch drugiej wojny światowej nie zaskoczył Eitingona, już wcześniej część majątku spieniężył, a resztę przekazał na rzecz spółki swojego brata w Nowym Jorku. Było to mądre posunięcie, gdyż Niemcy po zajęciu Łodzi własność żydowską rekwirowali, natomiast nie czynili tego w stosunku do majątku obywateli Stanów Zjednoczonych. Naum Eitingon również wyjechał do USA, po latach zginął tragicznie, stając się w wieku 82 lat ofiarą wypadku samochodowego. Miało to miejsce w 1959 roku. Naprzeciwko domu Eitingona, na rogu Sienkiewicza i Wigury, przez wiele lat mieścił się szpital nazwany imieniem Ludwika Pasteura. Placówka powstała w latach 20. ubiegłego wieku na terenach należących do rodziny Hoffrichterów, jego założycielkami były francuskie zakonnice z Bordeaux. Leczono tam głównie ludzi niezamożnych. W czasie drugiej wojny światowej w szpitalu przebywali leczeni tam żołnierze niemieccy. W 2001 r. zwrócono go zakonnicom, które przywróciły mu pierwotną nazwę – Szpital Świętej Rodziny. W 2005 r. budynek został przez zakonnice sprzedany prywatnemu inwestorowi.

Kilkadziesiąt metrów dalej jest przy ulicy Sienkiewicza placówka, z usług której mało kto z łodzian nie korzystał. Mowa tu o Pogotowiu Ratunkowym. Historia Pogotowia sięga 1898 r., kiedy to z inicjatywy m.in.: Władysława Pinkusa, Karola Jonschera, Emanuela Sonnenberga i Seweryna Sterlinga powołano do życia Towarzystwo „ Pogotowie”. Celem tej inicjatywy było niesienie doraźnej pomocy lekarskiej łodzianom. Pierwszą siedzibą Pogotowia był niewielki dom przy ulicy Spacerowej 9 (obecnie al. Kościuszki). W 1906 r. zakupiony został lokal przy ulicy Długiej 83 (obecnie Gdańska), który – podobnie jak poprzedni – nie stwarzał idealnych warunków dla pracy Pogotowia. Nie mniej po wykonaniu odpowiednich prac adaptacyjnych służył placówce jeszcze przez prawie pół wieku aż do 1952 roku. Wtedy to przeniesiono ją do nowej siedziby przy ulicy Sienkiewicza 137/141. Był to nowoczesny budynek o powierzchni ok. 9000 m2, podczas gdy poprzedni łącznie z garażami dysponował tylko ok. 1200 m2. Można jeszcze wspomnieć, że od 15 grudnia 1955 roku zaczęły pełnić służbę samoloty sanitarne, najpierw na lotnisku „Aeroklubu” pod Aleksandrowem, a po roku już na Lublinku.

Niemal naprzeciwko stacji Pogotowia Ratunkowego – pod numerem 100 – stoi willa Henryka Michela. Jeszcze w 1890 r. Henryk Michel wybudował tu tkalnię. Willa natomiast powstała w 1905 roku. Na fasadzie budynku od strony ulicy uwagę przyciąga wykusz ozdobiony secesyjnym ornamentem w formie stylizowanego pnącza. Wewnątrz na klatce schodowej znajduje się ciekawa balustrada i częściowo zachowany witraż, w pokojach secesyjne sztukaterie. Po wojnie przez wiele lat w budynku tym mieściła się komenda Hufca Łódź-Śródmieście Związku Harcerstwa Polskiego.

Do willi przylega Rodzinny Ogród Działkowy „Sielanka”. To jeden z 358 takich ogrodów, które istnieją w naszym regionie. Utworzony został prawie sześćdziesiąt lat temu przez ówczesne władze Łodzi w porozumieniu z Centralną Radą Związków Zawodowych.

Jeszcze dalej, przy Sienkiewicza 112 znajduje się Centrum Badań Molekularnych i Makromolekularnych Polskiej Akademii Nauk. Wcześniej mieściła się tu prywatna szkoła Aleksego Zimowskiego, która została założona w 1909 r., wówczas przy ulicy Bocznej 5. Przez lata szkoła ta rozwijała się: najpierw były tu klasy przedwstępne, potem powstało czteroklasowe progimnazjum, później ośmioklasowe gimnazjum filologiczne. W latach 30. ubiegłego wieku w budynku funkcjonowała szkoła powszechna, gimnazjum i liceum. Jego absolwentem był m.in. Jerzy Urbankiewicz, znany łódzki dziennikarz i pisarz, który poświęcił szkole Zimowskiego swoje wspomnienia. W czasie okupacji placówka została zamknięta, a po wojnie ją upaństwowiono.

Kilkadziesiąt metrów dalej ulica Sienkiewicza osiąga swój koniec. Mijamy jeszcze chętnie odwiedzany basen „Olimpii”, który ma szansę na gruntowny remont, i zbliżamy się do ulicy Tymienieckiego. Zamyka ona ulicę Sienkiewicza, początkując jednocześnie teren imperium stworzonego przez Karola Scheiblera.

 

 

Komentarze (3)Add Comment
12 31, 2009     

Napisz Komentarz
mniejsze | większe

busy

 

STOWARZYSZENIE FABRYKANCKA

Newsletter

Komentarze

Michał Koliński - Łódź między wojn...
Co tu dużo mówić - zajrzałem do rozdziału o bliskiej mi...
Nowe stare muzeum medyczne
Pięknie napisane o Naszym Muzeum. Chciałbym bardzo odwiedz...
Długa historia długiej ulicy
Na litość boską. Poprawcie wreszcie byka, który atakuje ...
McPraca dla nieletnich.
Szukam pracy dla nieletnich. Mam dwanaście lat i potrzebuje...
Trzecia Łódzka Noc Muzyki
Jak ja Wam zazdroszczę takiego cudnego miasta i takich pom...

FORUM /historia

reklama google

reklama google