O tym, że dobrych opracowań dotyczących Łodzi okresu miedzywojennego brakuje nie trzeba przekonywać nikogo. Po upadku ambitnego, jakim była trzytomowa w planach publikacja "Łódź - Dzieje
miasta" (przypomnijmy, ukazał się jedynie tom pierwszy, obejmujący okres przed rokiem 1918, pozostałe dwa, obejmujące lata 1918-45 i 1945-85 nie ukazały się nigdy) aż do momentu wydania książki
Michała Kolińskiego nie podejmowano już prób całościowego opisania dziejów Łodzi w dwudziestoleciu.
Koliński Michał - Łódź między wojnami
Owszem,
zahaczano o te lata w publikacjach bardziej szczegółowych, dotyczących przykładowo architektury czy infrastruktury miejskiej, lecz nigdy nie stanowiły one głównego wątku, wokół którego budowano
by narrację. W zamierzeniach autora Łódź miedzy wojnami miała tę lukę zapełnić, stając się czymś w rodzaju przewodnika po życiu miasta w omawianym okresie.Na pierwszy rzut oka książka zachwyca
- starannie wydana, bogata w ilustracje i materiały dodatkowe (reprint planu miasta z 1937r., płyta z filmem Skłamałam i druga z nagraniami łódzkich piosenek wykonanymi przez Bałucką Kapelę
Podwórkową). Oglądając ją przez szybę księgarni obiecywałem sobie po niej bardzo wiele - jak się okazało, moje oczekiwania były jednak zbyt duże. Już pierwsze przeglądnięcie spowodowało u mnie
duży niesmak - autor w podpisie fotografii przedstawiającej narożnik ul. Piotrkowskiej i Brzeźnej usiłował mi wmówić, że patrzę na dawną pierzeję ulicy Głównej pomiędzy ulicami Sienkiewicza i
Piotrkowską. Owszem - i tu i tam stały sobie parterowe domki tkaczy, ale na nieszczęście autora na fotografii zaplątał się też jeden z pierwszych piętrowych domów w Łodzi (w dodatku pierwszy o
drewnianej konstrukcji szkieletowej), stojący na ul. Piotrkowskiej pod numerem 228. Szybkie zerknięcie do innych źródeł tylko mnie w tym upewniło - to samo zdjęcie w książce Jacka
Strzałkowskiego "Łódź która przeminęła" podpisano już prawidłowo - Piotrkowska od domu 222 do 234 na rogu Brzeźnej. Niestety kilka stron dalej uczęstowano mnie kolejnym takim "kwiatkiem" - tym
razem ulicę Zachodnią podpisano jako... Piotrkowską! Nieważne, że na tej "Piotrkowskiej" nie ma ani śladu tramwaju (torowisko, trakcja), nieważne, że wprawne oko natychmiast rozpozna
charakterystyczną modernistyczną kamienicę w tle - autor całość podpisuje jako "Postój dorożek na ul. Piotrkowskiej". U mnie wywołało to natychmiastowy szczękościsk i uczuliło mnie na możliwość
występowania podobnych jakościowo błędów również w treści książki. I faktycznie - błędów znajdziemy w tekście sporo. Przykładowo w tekście o służbie zdrowia Koliński pisze: "W 1930r. dekret
Prezydenta RP zlikwidował dotychczasową (...) strukturę regionalnych kas chorych i powoływał na ich miejsce centralną jednostkę - Zakład Ubezpieczeń Społecznych". Tymczasem na stronie obok
mamy zdjęcie książeczki ubezpieczeniowej Kasy Chorych m. Łodzi wydanej... 1 stycznia 1934r.! Szybkie spojrzenie na internetową stronę ZUS i wszystko jasne - prezydent Mościcki wydał wspomniany
dekret nie w 1930, ale 24 października 1934r.
W pewnym momencie złapałem się na tym, że obłożywszy się wszelkimi możliwymi książkami o Łodzi (m.in. "Opieka zdrowotna w Łodzi do roku 1945" Fijałka i Indulskiego, "Gmachy użyteczności
publicznej dawnej Łodzi" Stefańskiego, "Z dziejów kanalizacji i wodociągów łódzkich" Bieżanowskiego, "100 lat łódzkich tramwajów" Wojalskiego czy "Łódź" Adama Ginsberta) sprawdzałem krok po
kroku kolejne rozdziały. Nie muszę pisać, że nie dawało to jakiejkolwiek przyjemności z lektury, zamieniając ją w coś w rodzaju sprawdzania klasówek. Mniej więcej na wysokości 2/3 książki
powiedziałem sobie stop - wszystkich informacji nie jestem w stanie zweryfikować, ale w świetle tego, co wiem, książka jest dla mnie mało wiarygodna.
Pomijam już kwestię licznych literówek (przykładowo uporczywe zmienianie nazwy szwedzkiego koncernu Ericsson na "Ericcson") czy nieporadności gramatycznej - tutaj powinna zadziałać korekta,
która niestety nie stanęła na wysokości zadania. Złościły mnie za to drobne oszustwa, których dopuścił się autor - a czymś takim dla mnie jest umieszczanie w książce zdjęć wykraczających poza
omawiany okres (zdjęcie z rachunku osobistego z roku 1906, zdjęcie recepty wystawionej w roku 1946). Ponadto wiele ikonografik wypadałoby wyjaśnić - podać adresy przedstawianych budynków (bo
przecież nie każdy wie i ma gdzie sprawdzić gdzie co stało), wprowadzić w niuanse przedstawianych na fotografiach sytuacji. I przede wszystkim wyprostować nieścisłości pomiędzy tekstem a
towarzyszącymi mu ilustracjami, które często wprawiały mnie w konfuzję.
Mówiąc wprost - zawiodłem się na tej książce i to bardzo. Nie spełnia ona funkcji popularyzowania historii miasta, bo zbyt dużo w niej rażących błędów, których niewprawny czytelnik nie wychwyci
i przyjmie za prawdziwe. Pod tym względem "Łódź między wojnami" jest wręcz groźna. Powinni ją czytać tylko ci, którzy potrafią wyłożone tam tezy na bieżąco weryfikować - ale i oni szybko się
znudzą taką korektorską robotą. I nie pomoże tu wspaniała szata graficzna czy liczne dodatki, którymi chwali się autor - z powodu braku korekty, tak merytorycznej jak i językowej został
zmarnowany gigantyczny potencjał, który drzemał w tej publikacji. Biorąc pod uwagę wysoką cenę, jaką trzeba za książkę zapłacić z czystym sumieniem odradzam jej zakup.