W piątek tuż przed godziną 23 na teren starej remizy przy ul. Sienkiewicza wjechał ciężki sprzęt. W sobotę robotnicy postawili rusztowania i zabrali się do wyburzania obiektu.
Na ulicę poleciała część charakterystycznej attyki budynku. Potem robotnicy, spłoszeni fleszami aparatów fotograficznych i obecnością społeczników protestujących przeciw zburzeniu starej
remizy, przerwali pracę.
- Jesteśmy bezsilni, jest zgoda na rozbiórkę, wszystko odbywa się legalnie - mówi Jacek Ogrodowczyk, społeczny opiekun zabytków z ruchu społecznego Szacunek dla Łodzi.
- Nie rozumiem, dlaczego to wszystko odbywa się w atmosferze sensacji i skandalu - mówiła w sobotę przedstawicielka firmy, która wyburza budynek. Wyszła na chwilę do dziennikarzy, ale
zastrzegła, że rozmawia anonimowo. - Ja mam wszystkie pozwolenia, proszę pytać tych, którzy wydali zgodę na rozbiórkę oraz samego inwestora.
Właścicielem działki i inwestorem jest firma Jupiter, która kupiła działkę wraz z zabudowaniami od gminy żydowskiej. W weekend nie udało się z nią skontaktować.
Pochodząca z 1920 roku remiza formalnie nie jest zabytkiem. Jednak społecznicy uważają, że zgodę na rozbiórkę miasto wydało przez nieporozumienie. Z wytycznych wojewódzkiego konserwatora
zabytków wynika, że obiekt powinien być chroniony zapisami w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Jednak planu dla tej części miasta nie ma. - To dla mnie niezrozumiałe, przecież
to obszar objęty programem rewitalizacji - dziwi się Jakub Polewski z Fundacji Ulicy Piotrkowskiej. - Nie wiem, jak można przeprowadzać rewitalizację bez planu.
Co ciekawe, powstał nawet projekt przekształcenia remizy w Centrum Rewitalizacji Łodzi. Miałyby tam mieścić się biura obsługujące mieszkańców i inwestorów rewitalizowanych obszarów. Zdaniem
Polewskiego, miasto mogłoby jeszcze uratować remizę. Kiedy w latach90. przekazywano obiekt gminie żydowskiej, w umowie znalazł się zapis, że nie będzie można wyburzyć budynków. Mimo że
sprzedano ją później innemu inwestorowi, zapis nadal obowiązuje.
- Zgłosiłem to Markowi Lisiakowi, dyrektorowi wydziału planowania przestrzennego - tłumaczy Polewski. - Gdyby miasto rzeczywiście dbało o swoje zabytki, korzystałoby z takich kruczków
prawnych.
Miłośnicy Łodzi wiedzą, że zabytkowe obiekty burzone są w piątek po południu i w weekendy, kiedy urzędy są nieczynne i nikt nie zdąży zareagować. - Najgorsze jest to, że wiemy, co inwestor
planuje w tym miejscu - denerwuje się Jacek Ogrodowczyk. - Będzie klepisko, na którym staną budki i powstanie targowisko.