Wczytywanie strony... Proszę czekać...
Home arrow Prasówka arrow Lang Lang kocha muzyk?, muzyka kocha Lang Langa
Lang Lang kocha muzyk?, muzyka kocha Lang Langa Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Dziennik ?ódzki   
11.01.2010.
Digg!

Del.icio.us!

Technorati!

Wykop

Gwar

Lang Lang rozpoczął naukę gry w wieku trzech lat, a po dwóch kolejnych został zwycięzcą Konkursu Pianistycznego w Szanghaju i dał swój pierwszy publiczny recital. Fortepian towarzyszył mu od zawsze, więc gra na tym instrumencie stała się dla niego równie naturalna, jak oddychanie. Koncert z udziałem tego fascynującego pianisty zainaugurował w niedzielę Rok Chopinowski w Filharmonii Łódzkiej.

Od dawna wiadomo, że Azjaci mają wyjątkowy talent i serce do wykonywania dzieł Chopina, a popularność wśród nich muzyki polskiego kompozytora jest porównywalna z gatunkami rozrywkowymi. - Nie ważne czy lubi się muzykę poważną, Chopina zawsze się lubi - twierdzi Lang Lang, który wiele się nauczył podczas pracy nad jego utworami. I Koncert fortepianowy e-moll był pierwszym koncertem wykonanym przez jeszcze 13-letniego Lang Langa, i pewnie był on wówczas za młody, by w pełni zrozumieć emocję, które zawarł w utworze Chopin doświadczony nieodwzajemnioną miłością.

Dziś Lang Lang jest artystą dojrzałym i wykonując Koncert e-moll wyraźnie skraca dystans między dziełem a słuchaczem, w takim stopniu, że czujemy niemal przekraczanie bariery czyjejś intymności. Pianista perfekcyjnie uchwycił nastrój i pastelowy koloryt Allegro maestoso, jak i jedwabiste brzmienie części drugiej, skupiając się na wydobyciu z każdej frazy poetyki charakterystycznej dla muzyki kompozytora. Zawieszenie w partii fortepianu w części drugiej kumuluje w sobie ogromne natężenie emocjonalne, bez wykorzystania podniesionego wolumenu brzmienia, w czym objawia się mistrzostwo melodyki Chopina. Lang Lang podkreślił to podskórne napięcie, jednocześnie czule wygrywając każdy, unoszący się w powietrzu dźwięk. Jedno, co można by zarzucić, to balans na krawędzi muzyki romantycznej, za którą liryczny temat zaczyna być kojarzony z melodią piosenki popowej - granicy, do której Lang Lang niebezpiecznie się zbliżał.

Skupienie na twarzy pianisty przez dwie pierwsze części ustąpiło radosnemu wyrazowi przy pierwszych dźwiękach Rondo. Refren w wykonaniu chińskiego pianisty zabrzmiał błyskotliwie i z lekkością. Podczas gry Lang Lang jest jak czysta karta, wszystkie odczuwane przez niego emocje mają swój wyraz w języku ciała. Gesty, mimika twarzy są nieodzowną częścią kreacji scenicznych, dla jednych szczere, przez innych traktowane jako show dla potrzeb publiczności. Kontakt Lang Langa z fortepianem jest tak ścisły, że niemal symbiotyczny, przez co w sposób absolutny panuje nad dźwiękiem, i dzięki temu jego gra przekonuje.

Orkiestra Filharmonii Łódzkiej pod batutą Daniela Raiskina stanowiła tło dla solisty i umiejętnie za nim podążała. Najtrudniejsze wydawało się dostosowanie do ogromnej skali dynamicznej, jaką dysponował pianista, szczególnie w kierunku ekstremalnie cichych, zanikających dźwięków. Niestety, waltornie wyraźnie nie były tego wieczoru w formie, co szczególnie raziło w części drugiej, ale także w wykonywanej po przerwie V Symfonii cis-moll Gustawa Mahlera. Kompozytor uwielbiał znacznie poszerzone składy instrumentalne i duże formy. Rozumiem dlaczego dziś wykonuje się jego dzieła z równą ochotą, z jaką je wówczas krytykowano - dla orkiestry są próbą sił, z której nie zawsze wychodzi się zwycięsko. Należy docenić wysiłek fizyczny jaki włożyli zarówno muzycy i dyrygent w wykonanie dzieła trudnego kondycyjnie, i choć niektóre fragmenty wypadły bardzo dobrze, szczególnie potężny finał, to jednak zachwytu z mojej strony nie było.

Komentarze (1)Add Comment

Napisz Komentarz
mniejsze | większe

busy
 

BLOGI O ?ODZI