Wczytywanie strony... Proszę czekać...
Home arrow Prasówka arrow Co po Oscarze?
Co po Oscarze? Drukuj Wyślij znajomemu
28.02.2008.
Digg!

Del.icio.us!

Technorati!

Wykop

Gwar

Łódzki Se-ma-for odniósł niesamowity sukces. Zrealizowany w nim krótkometrażowy film animowany “Piotruś i wilk" zdobył Oscara. Czy i jak filmowcy wykorzystają ten moment?

Równo 25 lat temu Oscara za krótkometrażowy film "Tango", również zrealizowany w łódzkim Se-ma-forze, otrzymał Zbigniew Rybczyński. Był wówczas osobą niemal na świecie nieznaną. To Oscar otworzył przed nim wielki świat. Rybczyński przeniósł się z Łodzi do Stanów Zjednoczonych. Czy najsłynniejsza filmowa nagroda będzie także wielką szansa dla obecnego Se-ma-fora?

To od nich zależy

Według Tomasza Bagińskiego z firmy Platige Image, którego film "Katedra" w 2003 r. był nominowany do Oscara w tej samej kategorii co "Piotruś i wilk", to czy Se-ma-for wykorzysta szansę, jaką stworzyło mu zdobycie złotej statuetki, zależy od samego studia.
Zarówno za samym Oscarem, a tym bardziej, jak w moim przypadku, za nominacją, nie idzie jakaś specjalna lawina sukcesu. Nie przeczę, że łatwiej mi było zrobić kolejny film, czyli "Sztukę latania" i go promować, wysyłać na różne festiwale, gdzie zdobywał nagrody. Jednak to ja musiałem zadbać o to, by wykorzystać dobrze oscarową nominację. Mam nadzieję, że z powodzeniem te oscarowe pięć minut, kiedy o Se-ma-forze będzie głośno, dobrze wykorzystają. Wiem o ich ostatnich problemach z siedzibą, bo znam tam kilka osób i szczerze im wszystkim życzę jak najlepiej - mówi Tomasz Bagiński.
Dodaje, że teraz być może łódzkie studio otrzyma więcej konkretnych propozycji dotyczących realizacji filmów, w tym kolejnych zagranicznych koprodukcji.
Także w Se-ma-forze liczą na to, że wreszcie dla studia nadejdą bardzo dobre dni. Potwierdza to Marek Skrobecki, twórca scenografii do "Piotrusia i wilka", który jeszcze niedawno martwił się, że nie będzie miał gdzie dokończyć kolejnego filmu - polsko-litewskiej koprodukcji "Treser żuków". Studio musi opuścić dotychczasową siedzibę, a trwające kilka miesięcy poszukiwania nowego lokum okazywały się bezowocne. Cenione studio mogło wylądować na bruku.

Lepiej dmuchać na zimne

Na szczęście do tego nie doszło i dokończenie "Tresera żuków" stało się możliwe. Ale nie możemy jeszcze o tych nerwowych chwilach zapomnieć. Co prawda jest już bardzo duża szansa, że lada moment przeprowadzimy się do nowej siedziby, budynku po filharmonii przy ul. Piotrkowskiej, ale lepiej dmuchać na zimne, dopóki tak się nie stanie. Nie wiadomo, na ile w jej znalezieniu pomogła nam coraz większa światowa kariera "Piotrusia i wilka", gdy zdobywał nagrody na kolejnych festiwalach, aż w końcu doszło do oscarowej nominacji - zastanawia się Marek Skrobecki. - Polskie stacje telewizyjne dopiero po sukcesach "Piotrusia i wilka" zaczęły przypominać sobie o naszym istnieniu, a tak wolały kupować filmy animowane za granicą. Paradoksalnie, nasze dokonania w pewnym momencie bardziej zaczęto cenić za granicą niż w Polsce. Skrobecki ma teraz nadzieję, że wraz z oscarowym sukcesem nadejdą propozycje od producentów zarówno polskich, jak i zagranicznych. Dodaje, że dobra animacja to także połączenie artyzmu z komercją, jak właśnie "Piotruś i wilk", który na przykład bardzo dobrze sprzedaje się na DVD.

 

Komentarze (0)Add Comment

Napisz Komentarz
mniejsze | większe

busy
 

BLOGI O ?ODZI