Wczytywanie strony... Proszę czekać...
Home arrow Prasówka arrow Ta?ma pe?na ?mieci
Ta?ma pe?na ?mieci Drukuj Wyślij znajomemu
28.02.2008.
Digg!

Del.icio.us!

Technorati!

Wykop

Gwar

W łódzkiej sortowni odpadów komunalnych ruch niemal jak na Piotrkowskiej. Co moment z całego miasta zjeżdżają konwoje śmieciarek, po terenie krążą wózki widłowe i spycharki, a kilkudziesięciu pracowników w pocie czoła segreguje śmieci.

Każdy wóz z odpadami w sortowni przy ul. Zamiejskiej przechodzi niemal identyczną drogę. Najpierw melduje swój przyjazd, potem wjeżdża do olbrzymiej hali, gdzie zrzuca ładunek. W inne miejsce hali trafiają odpady posegregowane, czyli butelki, tektura, papier, w inne - miejskie brudy.


Akcja spychacz

Zresztą jakość śmieci widać od razu: po kolorze i czystości. Gorzej ze śmieciami nieposegregowanymi, czyli tzw. komunalnymi. Brudną pryzmę zmieszanych foliówek, kartonów, obierków i co tam jeszcze wyrzucamy, trudno ruszyć, dlatego do dalszej selekcji trzeba ją przesypywać spychaczami.

Niech pan zobaczy, co ludzie wyrzucają - denerwuje się jeden z pracowników sortowni. Na stanowisku wstępnej selekcji śmieci na bok odrzuca się wszystko to, co mogłoby przeszkadzać w dalszej selekcji - rury, gruz, opony, wiadra z cementem, deski. Ba, jest nawet świąteczna choinka, choć marzec za pasem, a śmieci z miasta zjeżdżają na bieżąco...

Gdyby łodzianie segregowali śmieci, z tej sterty dałoby się jeszcze odzyskać jakieś 60 procent surowców wtórnych - oceniają w sortowni.


Maszyny w ruch

Z odpadami posegregowanymi kłopot jest niewielki. Dla przykładu - butelki PET. Niemal jedyne, co trzeba zrobić, to oddzielić od siebie butle odpowiedniego koloru, a potem sprasować niebieskie z niebieskimi, białe z białymi i... czekać na tira, który zabierze je do dalszego przetworzenia.

Prawdziwa praca jest ze śmieciami komunalnymi. Po wstępnej selekcji, pasem transmisyjnym jadą do ręcznego sortowania. Pracownicy na linii - w pełnym zabezpieczeniu: profesjonalnych rękawicach, czapkach, kombinezonach i maskach - spośród ton odpadów wyławiają papiery, folie, niebezpieczne odpady, np. puszki po farbach, i odrzucają je do kontenerów.

Tym, co zostało na taśmie, zajmują się następnie maszyny. Specjalne sita frakcjonują odpady różnej wielkości, np. odsiewają piasek i ziemię. Kolejne urządzenia potrafią wypatrzyć metale żelazne i nieżelazne, a później do akcji znów wkraczają ludzie - ostatni etap selekcji to "wyłowienie" tego, co umknęło uwadze, czyli butelek, papierów, kartonów...


To takie trudne?

Reszta, czyli śmieci tak brudne i mało wartościowe, że nie da się z nimi nic zrobić, tworzą tzw. balast, który trafia na pobliskie składowisko. Na razie góry odpadów jeszcze nie widać, bo wysypisko oddano do użytku w lipcu ubiegłego roku. Ale na pewno urośnie, bo każdego dnia produkujemy około 300 ton śmieci. 20 procent odpadów jest teraz odzyskiwane, a mogłoby nawet ponad 60 procent.

Dlatego łodzianie muszą selekcjonować odpady. W trosce nie tylko o ekologię i ochronę środowiska, ale także o swoje portfele. Jeżeli zasypiemy miejskie składowisko śmieciami, trzeba będzie szukać nowego, a to na pewno odbije się na kosztach wywozu odpadów.

A przecież wystarczyłoby, żeby w naszych domach do osobnych worków trafiały papiery, plastiki, makulatura, metale i "brudne śmieci". Czy to takie trudne?

 

 

Komentarze (0)Add Comment

Napisz Komentarz
mniejsze | większe

busy
 

BLOGI O ?ODZI