W dniu 1. grudnia 2008 roku został opublikowany na łamach łódzkiego "Echa Miasta" wywiad, przeprowadzony przez Redaktora Michała Bogusiaka z członkiem Stowarzyszenia Fabrykancka - Jakubem
Polewskim. Tematem rozmowy jest problem niszczenia łódzkich zabytków i braku dialogu z mieszkańcami miasta ze strony łódzkiego magistratu.
O co walczy Stowarzyszenie Fabrykancka? Jakub Polewski: - W naszym statucie znalazły się punkty o promocji Łodzi i młodych artystów z naszego miasta. Po to został
stworzony portal fabrykancka.pl. Ale ostatnio na pierwszy plan wysunęła się sprawa ochrony, a właściwie opieki nad zagrożonymi łódzkimi zabytkami. To wynika z sytuacji.
To znaczy?
- Początkowo chcieliśmy skupić się na inwestycjach i ich promowaniu, ale... Okazało się, że decyzje urzędników z magistratu sprawiły, że zajęliśmy się walką o zachowanie łódzkich zabytków.
Chodzi o bezmyślne, prymitywne traktowanie nie tylko dziedzictwa miasta, ale także o pogłębianie złego wizerunku miasta. Jak wiadomo, walczymy o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, ale
działania urzędników to hipokryzja.
Mocne słowa...
- Ogromne pieniądze przeznaczane są na promocję miasta, i dobrze, ale za tym idzie w praktyce niszczenie tego, co wyjątkowe. Przecież kultura to także dobra materialne, obecnie niszczone i
niszczejące. Tymczasem nie ma dialogu urzędników z lokalną społecznością, nie ma także planu zagospodarowania przestrzennego. To ogromne zaniechanie. Dodatkowo, powodujące wymierne straty dla
miasta i mieszkańców. Na przykład: dobrze odrestaurowane zabytki przyciągają turystów i inwestorów. Spójrzmy na Manufakturę... A w Łodzi częsta praktyka to wyburzenie zabytków, żeby postawić
blok i obok zasiać trawkę.
Ktoś powinien za to odpowiedzieć?
- Problem jest w tym, że urzędnicy w Polsce nie mogą być pociągnięci do odpowiedzialności w sytuacjach związanych z błędną interpretacją prawa. Mogą schować się za lukami prawnymi i świetnie im
to idzie, przynajmniej w Łodzi. Zawsze znajdą jakieś usprawiedliwienie. Dodatkowo, łodzianie nie wiedzą, jakie są ich prawa, co mogą zrobić, jaki jest ich interes.
W przypadku zabytków, jaki jest interes mieszkańców? - Wystarczy spojrzeć na świetne rewitalizacje. Choćby Synergię czy Manufakturę. Kompleks w imperium Poznańskiego
przyniósł wielkie korzyści dla Łodzi. To rewelacyjna reklama, która dodatkowo przyciąga ludzi z całej Polski. Kiedy niszczy się zabytki, miasto traci swój potencjał finansowy i turystyczny. A
przecież mamy największe w Polsce skupisko zabytków w centrum. Niestety, nie ma form ich ochrony. W zeszłym roku radni mieli głosować nad powstaniem parku kulturowego posiadeł fabrycznych, ale
jeden z wiceprezydentów miasta wytykał same minusy i negatywne skutki. Radni posłuchali.
Nie ma Pan czasem ochoty napluć komuś w twarz? - Prywatnie wiele rzeczy bardzo mnie denerwuje. Natomiast staram się do łódzkich zabytków i ich obrony podchodzić jak
najbardziej rzeczowo. Chociaż napięcie, jako mieszkańca, rośnie, kiedy obserwuję działania urzędników. Przykład? Fatalny stan zabytków podlegających miastu. Na ich remonty w przyszłorocznym
budżecie przeznaczono nieco ponad cztery miliony złotych. Stowarzyszenie "Fabrykancka" przedstawiło w magistracie projekty sposobów finansowania remontów, ale podejrzewamy, że nikt ważny w
mieście się nawet z nimi nie zapoznał. Walenie głową w mur.
Co znika z naszego krajobrazu? - Genialna architektura z przełomu XIX i XX wieku, z którą mogliby identyfikować się łodzianie. To nie tylko fabryczna cegła i las kominów,
którego zresztą już nie ma i nikt o tym nie pamięta, ale także modernistyczna zabudowa z lat trzydziestych, jak przy alei Kościuszki.